Komu w drogę, temu czas. Cytaty dla podróżników

Uwielbiam podróżować. A wszystkie wyprawy uwieczniam na zdjęciach. Tak, by nie zapomnieć o ulotnych chwilach. Niektórymi zdjęciami dzielę się na Instagramie. Hashtagi? Nie ma problemu. Ale dodanie opisu czasami sprawia mi trudność, bo czym się tu podzielić? Jakąś złotą myślą? Gorzej jeśli ich nie mam i nie chcę silić się na mądrości. Wtedy dobrze sięgnąć po podróżniczy cytat… Tych jest bez liku. Można je znaleźć na własną rękę, ale to oznacza, że trzeba sięgnąć po książkę. Nie każdy lubi lektury. Co wtedy? Wystarczy użyć wyszukiwarki. Hasła: „travel quotes” jeśli, z naszym przekazem, chcemy trafić do szerszego grona lub po prostu „cytaty podróżnicze”.

Każdy ma swoje ulubione cytaty. Postanowiłam podzielić się moimi. Może kogoś zainspirują. Do poznawania i odkrywania! A może nawet do czytania książek 😉

Niestety, niektóre nie mają źródła. Autor słów nieznany.

Cytaty są po angielsku, ale dodaję także ich tłumaczenie. Czasem, w wolnym przekładzie.

„Pamiętaj, szczęście daje podróż, a nie jej cel”
„Przeżyj swoje życie według kompasu, nie zegarka”
„Nie ma obcych lądów, to tylko podróżnik jest obcy”
„Świat jest książką, a ci którzy nie podróżują, czytają tylko jedną stronę”
„Podróżować to odkrywać, że wszyscy się mylą co do innych krajów”
„Podróżowanie to nie coś w czym jesteś dobry. To coś, co robisz. Jak oddychanie”
„Podróż uczy skromności. Widzisz, jak maleńkie miejsce w świecie zajmujesz”
„Na końcu i tak nie będziesz pamiętał czasu spędzonego na pracy w biurze albo na koszeniu trawnika. Zdobądź tę cholerną górę”
„Nie byłam wszędzie, ale jest to na mojej liście”
„Raz do roku wybierz się w miejsce w którym nie byłeś nigdy wcześniej”
„Liczy się wędrówka, a nie jej zakończenie”
„Statek w porcie jest bezpieczny, ale nie po to buduje się statki”
„Podróżujemy dla romansu, podróżujemy dla architektury i podróżujemy, by się zgubić”
„Ludzie nie biorą udziału w podróżach, to podróże zabierają ludzi”
„Żyj życiem bez wymówek, podróżuj bez żalu”
„Podróżuję, bo uświadamia mi to ile jeszcze nie widziałem, ile nie zobaczę i ile jeszcze muszę zobaczyć”
„Na końcu żałujemy tylko tych szans, których nie wykorzystaliśmy”
„Nie każdy błądzi, kto wędruje”
Reklamy

Madera – wyspa jak z pocztówki

Lecąc samolotem z Niemiec może się wydawać, że ta niewielka portugalska wyspa, to kraina tylko dla starych ludzi. Nie pomyli się ten kto tak pomyśli. Choć, niezależnie od wieku, dla Madery głowę łatwo może stracić każdy. Ceny – poza sezonem – są niższe niż w Polsce, a więc przystępne dla kieszeni seniorów z Europy Zachodniej. Klimat jest łagodny, a pogoda niemal niezmienna. Funchal, stolica Madery, pełna jest kawiarenek, restauracji urokliwych knajpek. Miasteczka rozsiane po wulkanicznej wyspie są ciche i spokojne. I choć dla mieszkańców tych miasteczek widok turystów nie jest pewnie czymś zaskakującym, to potrafią się w nich wpatrywać jak w przybyszów z innej planety. Widoki zapierają dech w piersiach. Podobny skutek dają wędrówki po tej górzystej wyspie. Bo Madera to wyspa idealna do pieszych wędrówek. 

Jest tu wszystko. Gęste lasy, góry, pagórki większe i mniejsze, ocean, wodospady, tarasy porośnięte bananowcami, widoki jak z pocztówek, a przede wszystkim cisza i spokój.

Jak się poruszać?

Po przylocie na lotnisko, które uznawane jest za jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc do lądowania na świecie, można wypożyczyć samochód w jednej z licznych firm działających na lotnisku.Samochodem najłatwiej poruszać się po wyspie – choć trzeba przygotować się na to, że przemieszczenie się z miejsca na miejsce zajmie nam więcej czasu niż w „płaskich”warunkach. Główne drogi są dobre, w większości nowe. Mnóstwo tu tuneli, które czasami utrudniają podziwianie spektakularnych widoków. Niektóre z malowniczych tras (na północnym-zachodzie wyspy) zostały – z powodu obsypujących się skał – zamknięte. Wijące się ku górze starsze i węższe drogi są w dobrym stanie, choć czasami kierowcy powinni uzbroić się w stalowe nerwy. Mój, nie do końca obeznany z ręczną skrzynią biegów, kierowca radził sobie doskonale.

Niewielka stolica przywitała nas wieczorową porą. Droga z lotniska zajęła nam około 20 minut. Na wąskich uliczkach panował duży ruch, co wykorzystaliśmy do wytłumaczenia spóźnienia gospodarzowi z Airbnb. Spóźnienie przyjął ze spokojem, bo przecież „godziny szczytu”. Nasze mieszkanie mieściło się tuż obok starego miasta i portu. Wystarczająco blisko, by porzucić korzystanie z komunikacji miejskiej, czy wypożyczonego samochodu.

Miasto? Na chwilę. Natura? OBOWIĄZKOWO!

W Funchal warto powłóczyć się wąskimi uliczkami. Szczególnie Rua de Santa Maria, która jeszcze kilka lat temu była pełna rozpadających się drzwi, a teraz – dzięki projektowi „Arte Portas Abertas”(z portugalskiego: „Sztuka Otwartych Drzwi”) – stała się czymś w rodzaju galerii sztuki pod gołym niebem. W ramach projektu drzwi przejęli artyści i wymalowali na nich swoje najróżniejsze wizje: od egzotycznych ptaków, przez marinistyczne wzory i tradycyjnych maderskich rolników po Małego Księcia. Niestety, niektóre drzwi trudno podziwiać, bo zostały zastawione restauracyjnymi stolikami. 

Wąskie uliczki to znak rozpoznawczy stolicy wyspy
Nietypowy falochron w Funchal
„Syrenie” drzwi
Śniadanie? Lunch? Kolacja? Wybór jest duży
Jedne z kolorowych drzwi
Drzwi pomalowane przez artystów
Marinistyczne wzory na jednych z drzwi
Santana. Tradycyjne chaty to atrakcja dla turystów  
 

Santana to jedno z wielu niewielkich miasteczek. Jego główną atrakcją jest skansenik z kilkoma tradycyjnymi maderskimi chatami. Na fotografiach, które można znaleźć w internecie, robią wrażenie. Malownicze białe domki z czerwonymi i niebieskimi elementami. Perfekcyjna pocztówka. W rzeczywistości? Mogą rozczarować. Choć zawsze można spróbować pocieszyć się kupując pamiątki albo lokalne specjały w jednej z chat. UWAGA! Nie można tu płacić kartą. Plus za całkiem spory bezpłatny parking po drugiej stronie ulicy. 

Pogoda w listopadzie? Było ciepło, ale zdarzył nam się jeden cały deszczowy dzień. W taką aurę, bez odpowiedniego ekwipunku, na porządny hiking nie było szans. Deszcz i mgła uniemożliwiły nam wejście na szlak Levada das 25 Fontes/ Levada do Risco, gdzie można podziwiać wodospad.

Odbiliśmy sobie zahaczając o dwa inne. Pierwszy to „Welon Panny Młodej” (Veu da Noiva), który oglądać można z punktu widokowego pomiędzy miejscowościami Seixal i Sao Vicente. Wodospad wyłania się ze zbocza i wpada wprost do oceanu. Ponoć dawniej był znacznie większy, ale ucierpiał na skutek spadających z góry skał. Drugi to wodospad „Aniołów” (Cascata dos Anjos) w Ponta do Sol. Robi niesamowite wrażenie, bo spada wprost na starą drogę, którą pokonać trzeba – zgodnie z tym, co można wyczytać ze znaków – na własną odpowiedzialność. WARTO!

Wodospad „Aniołów”
Wodospad „Welon Panny Młodej” można podziwiać wprost z jednego z punktów widokowych

W trakcie naszego pobytu pokonaliśmy dwa szlaki. Pierwszy, wiodący na Pico Ruivo, czyli najwyższy szczyt Madery. Droga nie jest wymagająca. Szacowany czas przejścia trasy to 90 minut. Niewiele na papierze. W rzeczywistości przejście szlaku zajęło nam znacznie dłużej. Nie dlatego, że było ciężko. Wszystko przez widoki i słońce, którymi chcieliśmy się nacieszyć.

Droga na szczyt Pico Ruivo
Droga na najwyższy szczyt Madery
Chmury na szczycie Pico Ruivo

Drugi, jaki wybraliśmy to Vereda da Ponta De Sao Lourenco. Lepiej trafić nie mogliśmy. Ten zakątek wyspy wygląda zupełnie inaczej od reszty. Nie ma na nim praktycznie drzew. Wszystko przez specyficzny klimat i północne wiatry niesprzyjające rozwijaniu się roślinności. Te braki nie pomniejszają urody półwyspu. Ma swój niepowtarzalny urok. Niestety, nie przeszliśmy całego szlaku. Pokonało nas błoto i potrzeba fizjologiczna. Po przejściu 3/4 trasy i gaszeniu pragnienia wodą pęcherze odmówiły nam posłuszeństwa. Pocieszaliśmy się widokiem niewielkiego domu w którym działa kawiarnia. Majaczył w oddali i wydawał się być zbawieniem. Przez chwilę. Toaleta okazała się być płatna (nic dziwnego), a my – by pozbyć się zbędnego balastu – zostawiliśmy portfele w samochodzie. Brak jednego euro spowodował, że zawróciliśmy.

Widok jaki rozpościera się przy wejściu na szlak
Klify to jedna z atrakcji półwyspu
Krajobraz półwyspu różni się od innych widoków, jakie można spotkać na Maderze
Ponta se Sao Lourenco

Powodzeniem wśród turystów cieszy się Porto Moniz, czyli kompleks – większych i mniejszych – basenów z wodą wpadającą tu wraz z oceanicznymi falami. Dla nas na kąpiel było za zimno. Choć znaleźli się śmiałkowie ochoczo pluskający się w wodzie.

Po Maderze warto powłóczyć się bez planu. Można zjechać wyspę wzdłuż i wszerz trzymając się tylko punktów widokowych, których jest tu bez liku. Jednym z nich jest taras widokowy Cabo Girao. Szklana platforma niektórych może przyprawić o zawroty głowy.

Porto Moniz – jedna z atrakcji turystycznych Madery
Takie widoki na wyspie czekają nas na każdym kroku
Jeden z punktów widokowych

Wyspa Cristiano

Madera to wyspa Cristiano Ronaldo. Sławny piłkarz (który urodził się w szpitalu w stolicy wyspy) jest tu wszędzie. Ma swoje muzeum, swoje pomniki, a w restauracjach transmitują mecze ligi włoskiej, bo właśnie tam teraz gra Cristiano. Napastnik ma też lotnisko swojego imienia – to na którym całkiem niedawno ustawiono sławną podobiznę piłkarza. Karykaturalne popiersie budziło śmiech i politowania, bo ani trochę nie przypominało jednego z najlepszych piłkarzy świata. Popiersie stało się memem, a jego autor postanowił naprawić to, co nie wyszło mu za pierwszym razem. Emanuel Santos stworzył nową twarz Ronaldo, wersja 2.0 wciąż odbiega od oryginału. Rzeźba stoi po lewej stronie od wyjścia z terminalu przylotów. W pośpiechu łatwo ją przeoczyć!

Co smacznego?

Bola de Caco. Tradycyjny maderski chlebek

Oto lista kilku miejsc w których się stołowaliśmy i które podbiły nasze żołądki: 

  • restauracja Londres (Rua da Carreira 64-A, Funchal) – polecona przez naszego gospodarza z Airbnb, stołują się tu mieszkańcy i turyści. Ryby, mięsa, ciasta. Porcje są bardzo duże, jedna spokojnie wystarczy dla dwóch osób. Obsługa kojarząca się z paniami z baru mlecznego i opowieściami rodem z PRL. Jedzenie pyszne. Jako przystawkę otrzymujecie oliwki i bób (zdecydowanie inny niż ten polski). Warto zamówić tradycyjny, okrągły chlebek z masłem czosnkowym. Najlepszy, jaki jedliśmy na wyspie;
  • restauracja MadCuba (Rua Cooperativa Agricola do Funchal C) – niewielka kubańska restauracja. Niewielki wybór dań (w karcie zaledwie trzy), ale wszystkie są doskonałe. Warto też spróbować przygotowywanej na miejscu lemoniady;
  • restauracja Regional Flavours (Rua da Carreira 146, Funchal) – elegancko, cicho i smacznie
  • restauracja Mula (Rua dos Tanoeiros 37, Funchal) – duży wybór steków i małży;
  • Black Pearl Snack Bar (Rua Joao Tavira 65, Funchal) – burgery i kanapki w tradycyjnej maderskiej bułce. Jest też wersja bezglutenowa, ale pan kelner lojalnie ostrzega, że wersja gluten free jest zdecydowanie mniejsza;
  • restauracja O Tapassol (Rua Dom Carlos I 62) – nie jedliśmy tutaj, ale piliśmy kawę. Nie była to moja wymarzona latte, ale obsługa zdecydowanie podbiła nasze serca. W internecie można znaleźć mnóstwo pochlebnych opinii na temat tego miejsca, no i był tu kiedyś Stephen Hawking;
  • Pingo Doce – portugalska Biedronka, tylko lepiej wyposażona (: